news2

 

Kobylanka należała do najstarszych osad w Lachowicach.
Mieszkańcy tej osady trudnili się hodowlą koni. Pozostałością
po tej osadzie jest przysiółek Mizioły. Nazwa ta została
wymieniona w dokumentach już w 1598 r.

Home Z tej ziemi Ludzie

Ludzie

Profesor Ludwik Sikora

Email Drukuj

DSC05175

Jednym ze znakomitych obywateli Lachowic był profesor Ludwik Sikora. Po ukończeniu gimnazjum Sobieskiego w Krakowie poświęca się studiom filozoficznym, oraz studiom pomologicznym. Od 1903 roku do 1931 roku jako wykwalifikowany profesor gimnazjum pełni obowiązki nauczycielskie w następujących gimnazjach: Św. Anny w Krakowie, Podgórzu, Gorlicach, Sanoku, Dębicy, Żywcu, Myślenicach i Brzesku.

Poprawiony ( piątek, 09 kwietnia 2010 17:08 )
 

Pamięć o tych, którzy odeszli...Eustachy i Helena Nowak

Email Drukuj

Eustachy Nowak
Urodził się 08 maja 1887 roku.
Miał duszę artysty. Jego zdolności muzyczne musiały być nieprzeciętne, bo z wielkim zachwytem wyrażają się na ten temat o nim mieszkańcy Lachowic. Jako młody chłopak grał główne role w przedstawieniach, śpiewał w chórze, grał na fortepianie i skrzypcach, pisał pamiętnik, grał w piłkę. Był osobą wrażliwą, głęboko religijną, zdolną, pilnował nauki szkolnej, trzeźwy, pracowity, moralny.

W 1913 roku Eustachy Nowak został mianowanym kierownikiem szkoły w Lachowicach. Za jego kierownictwa szkoła się pięknie rozwijała. Swą ogromną siłę ducha czerpał z wiary. Swą siłę do pracy w szkole zawdzięczał praktykom religijnym, takim jak częsta spowiedź i Komunia Święta. Gdy wybuchła I Wojna Światowa kierownika powołano do wojska, a kierownictwo szkoły powierzono Nowak Helenie jego żonie. Przez pół roku uczyła 180 dzieci, a w październiku 1920 roku wrócił z niewoli radzieckiej Eustachy Nowak i otrzymał ponownie stanowisko kierownika szkoły. W 1939 roku wybuchła II Wojna Światowa, tragedię i poniewierkę, jaką przeżyło nauczycielstwo, można sobie wyobrazić. Nie wypłacano im pensji z powodu złej organizacji kuratorium. W październiku 1939 roku nauczycielstwo rozpoczyna naukę. Niemcy prześladują ich. W 1940 roku zwalniają z pracy Helenę Nowak, a nauczaniem 190 uczniów zajmuje się Eustachy Nowak - kierownik szkoły.

Poprawiony ( piątek, 31 lipca 2009 18:39 )
 

Ku pamięci: " Kochał ludzi mijanych co dnia "

Email Drukuj

STANISŁAW DYDUCH - WIELOLETNI SOŁTYS LACHOWIC

Urodził się w 1915 roku. Dziś nie jest już tamtym chłopcem, nie jest podoficerem, służącym bezpośrednio przed wybuchem wojny w wojsku polskim. Nie ma już tamtej siły i sprawności młodego mężczyzny, która pozwoliła mu uciec z niemieckiej niewoli i ocalić życie. Jednak, mimo swoich lat i kłopotów ze zdrowiem, ten drobny, skromny człowiek o dobrych, ciepłych oczach i jakże głębokim spojrzeniu był Kimś wielkim. Swoje aktywne życie poświęcił niemal bez reszty Lachowicom. Dzięki 53 latom Lachowickiego Sołtysowania dosłużył się tytułu najstarszego i najdłużej pełniącego swą funkcję Sołtysa Małopolski. Przede wszystkim jednak były to lata służenia ludziom. Zwracano się do niego w przeróżnych sprawach. A to podatki, a to ubezpieczenia, spis inwentarza, paszporty dla zwierząt, waśnie sąsiadów, brak drogi, przystanku, czy inne kłopoty jakieś..." Odkładał swoje zaczęte już nawet prace. Nigdy nie odmówił pomocy. Do jego drzwi można było zapukać o każdej porze dnia i nocy np. wtedy, gdy trzeba było skorzystać z jedynego we wsi przez lata telefonu, by wezwać pogotowie czy załatwić, co ważnego " - wspominają Lachowianie. Zawsze pracowity uczynny, a przy tym "...Dobrego serca był. W latach powojennych, kiedy była ogromna bieda, ubogim ludziom własnoręcznie trumny robił, żeby ich można było pochować godnie." - wspominają starsi. Przez wiele lat, jeśli się coś zepsuło biegano po pomoc właśnie do Pana Stanisława, a on sklejał, zbijał, szklił, naprawiał jak mógł wszystkie zepsute sprzęty, urządzenia, remontował pomieszczenia. My o tym pamiętamy i bardzo cenimy Pana uczynność - zapewniały dzieci z Lachowickiej podstawówki, które tak pięknie dziękowały mu życząc stu lat. Dzielił się swoim czasem, swoją pracą i zaangażowaniem. Przez ponad pół wieku Sołtysowania angażował się w organizację czynów społecznych, dzięki którym dawniej na wsiach powstawały niemal wszystkie inwestycje: Szkoła Podstawowa nr 2 - dzisiejsze gimnazjum, elektryfikacja wsi, budowa siedziby kółka rolniczego, budowa "agronomówki", przystanku PKP w Lachowicach Centrum, Szkoły Podstawowej nr 1 - w Lachowicach. Nie wiadomo też, czy dzisiejsi mieszkańcy tej wsi mogliby z dumą nazywać "Perłą Lachowic" swą kandydującą na listę światowego dziedzictwa kultury drewnianą świątynię, gdyby nie organizowane przez Sołtysa warty nocne pilnujące kościoła i domostw wtedy, gdy zdarzały się podpalenia i susza taka straszna...Kto wie, czy zachowałyby się naprawiane przez niego sprzęty z kościoła i tamten postument pod ołtarzem…Marszałek Województwa Małopolskiego przesłał mu list dziękczynny z życzeniami zdrowia. Grzecznie podziękował, ale jego oczy zaszkliły się wtedy, gdy, Lachowianie śpiewali mu piękną pieśń "Tu jest twoje miejsce", choć stał przed nimi słaby, schorowany i zakłopotany, bo przywykły raczej do cichej, mrówczej pracy niż takich honorów.

Zmarł 3 – października 2007 roku...Dobry Jezu a nasz Panie, daj Mu wieczne spoczywanie.

Dla niewidomych

Poprawiony ( piątek, 09 kwietnia 2010 17:19 )
 

Zabawkarstwo Lachowice

Email Drukuj

Zabawkarstwo ludowe było rzemiosłem, które w tym regionie charakteryzowało górali żywieckich. Gmina Stryszawa należy do głównych ośrodków zabawkarstwa ludowego w Polsce. Zabawki zaczęto tu wytwarzać w pierwszej połowie XIX wieku, obok produkcji innych przedmiotów z drewna. Często było i jest to źródło utrzymania rodziny. W przeszłości wytwarzano zabawki w biednych wsiach (tutaj w: Lachowicach, Koszarawie, Jeleśni, Hucisku, Kurowie i Stryszawie) i było głównym źródłem utrzymania rodziny. Wytworem zabawek zajmowały się całe rodziny i tradycja ta przechodziła z pokolenia na pokolenie. Zabawki z drewna wykonywało się przy użyciu tradycyjnych narzędzi i wzory, które stanowiły i nadal stanowią własność rodzinną. Każde kolejne pokolenie wprowadziło pewne modyfikacje, głównie w zakresie kolorystyki i zdobnictwa. Zabawki zdobiono różnymi technikami; malowano i ryzowano używając wzorów roślinnych i geometrycznych, które zdobiły powierzchnię skrzydeł ptaków i bryczek.

JÓZEF RUMIAK

Urodził się w 1929 roku. Był członkiem Stowarzyszenia Twórców ludowych od 1979 roku. Od najmłodszych lat zajmował się rzeźbą - zabawkarstwem. Początkowo traktował to zajęcie jako sposób zarobku, ale z czasem ta dyscyplina twórcza stała się jego pasją. Asortyment jego zabawek jest bardzo bogaty.

zagrody

W zależności od tradycji rodzinnych - drewniane zabawki różnią się także dodatkami zdobniczymi, jakimi były futerka (grzywy i ogony koników) oraz kolorowe piórka (karuzelki). Początkowo zabawki były sprzedawane na jarmarkach. Jednak dzięki wędrownym kupcom żywieckie, kolorowe zabawki zaczęły docierać do odleglejszych zakątków Polski. Do najstarszych zabawek należą: taczki, wózki, kołyski, sześcienne grzechotki (zwane "scyrkowkami") i karetki z konikami. Później pojawiły się koniki na kółkach, poruszające się na kijku karuzelki i "klepoki" (machające skrzydłami ptaszki), oraz dziobiące się kogutki. Później przyszła kolej na koniki zwane "wyścigowcami" i "capami".

Poprawiony ( niedziela, 11 kwietnia 2010 10:27 )
 

Artystyczna Dusza

Email Drukuj
Obraz_035Róża Kachel

W tym roku mija setna rocznica urodzin jednej z naszych parafianek ś.p. Róży Kachel, bowiem przyszła ona na świat 8 listopada 1909 roku jako pierwsza z pięciorga dzieci Marianny i Józefa Kubieńców.

Ukończyła zaledwie 3 klasy szkoły powszechnej (jak prawie wszyscy mieszkańcy wsi w tym czasie). Od najmłodszych lat przejawiała talenty artystyczne, ale nie miała możliwości i warunków ich kształcenia.

Prawie wszystkie jej panieńskie bluzki, kołnierzyki do sukienek, wykończenie halek, firanki i tak dalej, były haftowane lub wyszywane we wzory, które sama projektowała i wykonywała. Sama również wszystko szyła zarówno sobie, jak  i w późniejszym okresie dla swoich córek.

Nie miała lekkiego życia. Przed wybuchem wojny budowa domu, później prawie 5-cioletnia tułaczka na wysiedleniu, a potem powrót z trójką małych dzieci i czwartym "w drodze" (piąta, najmłodsza córka urodziła się w 1951 roku).

Dom i gospodarstwo były zniszczone i rozgrabione. Trzeba było wszystko zaczynać od nowa. A w latach powojennych wszystkie prace na gospodarstwie i w polu wykonywane były ręcznie. Ponieważ mąż Pani Róży musiał podjąć pracę, aby zapewnić rodzinie, jaki taki byt, - cały prawie ciężar prowadzenia domu spadał na Jej barki.

Po kilku latach, kiedy dzieci podrosły i mogły trochę pomóc w gospodarstwie, wówczas Pani Róża zamiast odpoczywać, - spracowanymi rękami zaczynała malować kredkami lub farbkami wodnymi, tworząc swoje "dzieła" na byle jakim papierze.

Dopiero w latach 70-tych zaczęła dostawać od córki pracującej w Czechosłowacji farby olejne i  z tego okresu zachowało się dość dużo Jej prac. Większość z nich podarowana została rodzinie, sąsiadom a także księżom. Nigdy za swoje obrazy nie wzięła przysłowiowego grosza.

Jak można wywnioskować z załączonych fotografii obrazów, - Pani Róża ze szczególnym upodobaniem malowała lachowicki kościół, zwłaszcza w szacie zimowej. Gdyby na te obrazy spojrzeć okiem fachowca, to mają one niewątpliwie wiele wad, ale czy ktoś ma o takie rzeczy zastrzeżenia oglądając obrazy krynickiego Nikifora? A Ona była takim właśnie samorodnym artystą.

Dużo czasu poświęciła na wymalowanie na szarym lnianym płótnie motywów kwiatowych na obrusach przeznaczonych na wszystkie cztery boczne ołtarze naszego kościoła. Zdobiły je przez kilka lat, niestety nie zachowały się do obecnego okresu.

Gdy w Lachowicach wybudowano Ośrodek Zdrowia, wówczas Pani Róża namalowała go i ten obraz podarowała w dniu otwarcia budynku, w którym zdobi ścianę poczekalni Ośrodka do dnia dzisiejszego.

Równolegle z malarstwem, chociaż w węższym zakresie, projektowała wzory haftów i sama je wykonywała. Ulubioną jej techniką był haft "na igle", co widać na zdjęciach serwet. Dwa razy brała udział w konkursach na wzory haftów organizowanych przez Spółdzielnię "Makowianka" w Makowie Podhalańskim i dwukrotnie jej prace zostały wyróżnione.

W latach osiemdziesiątych Pani Róża zobaczyła miniaturę kościoła w Lachowicach, wykonaną przez Jej brata Franciszka. Była nią zachwycona i postanowiła sama wykonać podobną. "Szkielet" kościoła powstał z grubej tektury, natomiast za podstawowy materiał służyły odpady bardzo cienkiej sklejki meblowej, które były cięte najczęściej przez wnuków w okresie ferii na odpowiednie kawałeczki, mające imitować gonty na dachu lub bale na ściany. Za witraże okienne posłużyły kolorowe papierki z cukierków i czekoladek.

Budowa trwała kilka miesięcy, oczywiście w przerwach między pracami gospodarskimi. Ponieważ jednak cała konstrukcja klejona była tylko klejem biurowym, - po kilku latach miniatura kościółka zaczęła się rozpadać, co również widać na zdjęciu.

Przez wiele lat, kiedy tylko obchodzone były wiejskie lub gminne dożynki, zwykle najpiękniejszy wieniec dożynkowy był autorstwa Pani Róży, która starała się za każdym razem stworzyć coś oryginalnego.

Mimo nawału pracy brała czynny udział w życiu społecznym Lachowic. Przez długi okres pełniła funkcję przewodniczącej KGW, organizując różne pokazy i kursy gospodarstwa domowego. Była także członkiem rady Banku Spółdzielczego w Suchej Beskidzkiej i przez jedną kadencję radną Gromadzkiej Rady w Lachowicach.

Pani Róża nawet w podeszłym wieku, mimo kłopotów z chodzeniem nie pozwalała się zastępować ani w pracach polowych, ani też  kuchennych.  A wraz z mężem Józefem stworzyła dom, do którego do dziś, mimo, że ich już nie ma,  ściągają wszyscy członkowie rodziny, zarówno starsi, jak i najmłodsi, czyli ich prawnukowie.

ś. p. Róża Kachel zmarła 17 maja 1992 r. w wieku 83 lat.

Była osobą bardzo wszystkim życzliwą i serdeczną w obejściu. Zawsze witała każdego uśmiechem, który nigdy nie schodził z jej twarzy i mamy nadzieję, że wiele osób w starszym wieku mile ją wspomina. Jak mówią słowa śpiewki "... ej i my siy miniymy, ej po malućkiyj kwili" - i my nie znamy dnia ani godziny... Pamiętajmy moi mili o naszej parafiance Róży, nośmy Ją w naszych sercach każdego dnia, pamiętajmy o Niej w naszych modlitwach i bierzmy z Niej przykład - przykład z tego jak można żyć, jak dobre życie można prowadzić, niech Jej życie udzieli nam dobrej lekcji, jakim należy być względem drugiego człowieka, niech nauczy nas szacunku i pokory, dobroci i miłości, niech w naszych sercach nigdy nie zabraknie miejsca dla Pani Róży.

Dla niewidomych

Poprawiony ( poniedziałek, 17 sierpnia 2009 15:17 )
 

Pamięć o Sprawiedliwych jest zaprawdę błogosławieństwem

Email Drukuj
Sprawiedliwy wyrośnie jak palma.
Rozrośnie się jak cedr Libanu.
Zasadzeni w Domu Pańskim,
wyrastają w Dziedzińcach Boga naszego.
Jeszcze w starości przynoszą owoc,
są w pełni sił i świeżości.
Psalm 92:13-15

Talmud w znanym ustępie naucza, że kiedy Kain zabił Abla, to zabił nie tylko swego brata, ale także wszystkich jego nienarodzonych jeszcze potomków (TB Sanhedryn 4:5). "Ten, który zabija jedno życie, to jakby zniszczył cały świat", a zarazem "ten, kto ratuje jedno życie to jakby uratował cały świat". Ten talmudyczny cytat, przywołany w dyplomie nadawanym przez Yad Vashem Sprawiedliwym, należy traktować dosłownie: nie tylko ci Żydzi, którzy osobiście zostali uratowani przez Sprawiedliwych winni są im swoje życie, ale również wszyscy ich potomkowie.

antonina_01

Tysiące Żydów na całym świecie żyją dzisiaj, ponieważ pewnego dnia, dziesiątki lat temu, ktoś zdecydował się ryzykować życiem, aby uratować szczutego człowieka przed najbardziej bezwzględną machiną śmierci, jaką znał świat. Taką osobą jest właśnie nasza parafianka Pani Antonina Siwek, która unika rozgłosu: uważa, że jej czyn nie zasługuje na szczególne uznanie, bo po prostu zrobiła to, co należało. Jednak ta szlachetność ducha nie jest jedynym powodem unikania rozgłosu.

W 1940 roku większość naszych parafian została wysiedlona. Ten sam los spotkał rodzinę Antoniny Siwek.
Antonina Siwek - urodziła się 5 czerwca 1915 roku w Lachowicach
- odznaczona Medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata w 1983 roku
- odznaczona Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski w 2007 roku

Poprawiony ( środa, 19 października 2011 15:24 )
 

Refleksja Poetycka

Email Drukuj
Świątynio Boża!
W śpiewnej melodii gór ukryta.
W zaciszu drewnianego gonta
Skrywasz pokoleń tęsknoty.
Echem dzwonów przywracasz wspomnienia
Rodzinnego domu ciepła.
Jak matka chronisz przed razami życia.
A w chwilach zwątpienia
Wypełniasz jego treści.
Stefania Sikora

Dla niewidomych
Poprawiony ( poniedziałek, 12 kwietnia 2010 09:09 )
 

Góralska muzyka na ostrą nutę!

Email Drukuj

ARKADIUSZ WIECH

Autor tekstów i muzyki w zespole „Turnioki”
Urodził się 17. 09. 1972 roku w Makowie Podhalańskim. Dorastał w atmosferze kultury i muzyki góralskiej. Absolwent Wychowania Muzycznego filii Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie. Dzieciństwo i młodość spędził w Lachowicach, czyli w najpiękniejszym miejscu na świecie. Od dziecka pisał i komponował oraz zakładał przeróżne zespoły. Interesują go różne gatunki muzyczne ale najbardziej jazz. „Turnioki” to zespół, który jest spełnieniem jego marzeń o graniu muzyki góralskiej.

Jeżeli chcecie państwo poczuć klimat, gór, usłyszeć dźwięki które przeniosą Was w bezkresy górskich hal i wierzchołki szczytów to twórczość zespołu „Turnioki” jest tego najlepszym gwarantem. Zespół łączy muzykę góralską z innymi gatunkami muzyki, rozumiejąc potrzeby odbiorcy i czerpiąc radość wspólnego muzykowania, która emanuje ze sceny.

Posłuchaj piosenki zespołu Turnioki z najnowszej płyty "Ciupaga" pt. "Lachowice"

Dla niewidomych

Poprawiony ( poniedziałek, 12 kwietnia 2010 09:18 )
 

Shihan Jan Dyduch 7 dan

Email Drukuj

Jan Dyduch - jest bardzo mocno związany z Lachowicami. Tu przecież ma rodzinny dom, w którym spędził wiele chwil dzieciństwa i młodości. Tu też przyjeżdża odpoczywać w weekendy, oraz w czasie letnich oraz zimowych wakacji. W Lachowicach, bardzo często aranżuje różne zjazdy dzieci, młodzieży i studentów z Krakowa. Z racji swojej pracy, od 15 lat regularnie organizuje w Lachowicach klubowe, oraz ogólnopolskie zgrupowania kadry Oyama karate przed krajowymi i międzynarodowymi zawodami. Ostatnio, przeprowadził w Lachowicach trening kadry zawodników Krakowskiego Klubu OYAMA przed Pucharem Europy OYAMA IKF w Bydgoszczy. "W Oyama Karate nikt nie pyta się o narodowość czy kraj. Wszyscy tworzymy jedną wielką rodzinę, wszyscy jesteśmy ludźmi karate. Bardzo lubię przyjeżdżać do Polski./.../ Podczas kolejnych wizyt dostrzegłem jak wiele zmienia się w waszym kraju. Bądźcie z siebie dumni i kochajcie swoją ojczyznę. Uczcie się, pracujcie i trenujcie solidnie.Teraz macie to wszystko, co na zachodzie. Bijecie Amerykanów, Japończyków i Europę i chcę żebyście dalej tak walczyli. Jesteście szczęściarzami, macie znakomitego mistrza i lidera, jakim jest sensei Jan Dyduch. Idźcie za nim..." - Wielki Mistrz Shigeru Oyama - www.oyama-krakow.pl

Założycielem i liderem polskiej organizacji Oyama karate jest Shihan Jan Dyduch 7 dan. Urodził się w 1956 roku. Karate zaczął uprawiać od 1974 roku w Ognisku Specjalistycznym TKKF "Karate-do Kyokushinkai" a potem w Krakowskim Klubie Karate Kyokushinkai. W 1975 roku jako Reprezentant Polski wziął udział w I Otwartych Mistrzostwach Świata Karate Kyokushin w Japonii. Za swoją postawę otrzymał w Tokio od Kancho Masutatsu Oyamy nagrodę specjalną. Rok później został Mistrzem Polski Karate Kyokushin w kategorii ciężkiej i zdobył złoty medal w Międzynarodowym Turnieju Karate Kyokushinkai "O Puchar Wawelskiego Smoka".

Poprawiony ( poniedziałek, 12 kwietnia 2010 09:25 )
 
Strona 1 z 2